| Być mamą w Bournemouth... |
|
|
|
| Redaktor: Olencja | |||||||||
| 01.03.2008. | |||||||||
|
Środowe chłodne przedpołudnie. Śpieszę się, żeby przed dziesiątą być w bibliotece w Boscombe. Po drodze zastanawiam się ile mam zdecyduje się przyjść w taką pogodę, czy nie będzie za zimno na wyjście z domu. Równo o dziesiątej moje wątpliwości zostają rozwiane – schodzi się coraz więcej dziewczyn ze swoimi maleństwami. Jako pierwsza jest już tam Ania ze swoją Oleńką – pomysłodawczyni „Muzycznych Igraszek”. Ania pokazuje mi kartki z tekstami piosenek polskich i angielskich i szybko wyjaśnia na czym polegają spotkania. Więcej szczegółów znać nie muszę, bo za chwilę i tak zobaczę wszystko na żywo. Rozpoczynamy specjalna piosenką na powitanie, która pozwala nam poznać imiona dzieci i ich mam (tatusiowie i dziadkowie są dziś w mniejszości). A potem następuję pełen przegląd pioseneczek: od znanej każdemu: „Ta Dorotka, ta malusia”, po śpiewanki angielskie. Te ostatnie bardzo łatwo wpadają w ucho i nawet nie znając dobrze języka, można szybko nauczyć się ich słów. Wszystkie mamy aktywnie uczestniczą w śpiewaniu, próbując jednocześnie kontrolować tuptające we wszystkich kierunkach pociechy. Maluszki są uśmiechnięte i odważne, nie słychać żadnego popłakiwania czy grymaszenia. Dużym zainteresowaniem cieszy się duży, drewniany samochód, do którego można wsiąść i kręcić kierownicą. To jedyne miejsce, gdzie można usłyszeć odgłosy zniecierpliwienia dzieci, które czekają na swoją kolejkę na stanowisko kierowcy. Pół godziny mija jednak szybko i czas „Igraszek” dobiega końca. Mamy żegnają się ze sobą, choć widać, że niektóre dzieci chciałyby namówić je na przedłużenie śpiewanek. Na koniec jeszcze tylko przypomnienie terminu następnego spotkania i… czas na szybką wymianę doświadczeń: co pomaga na wysypkę, a co na kolkę, gdzie promocja na fajne kremiki, a który lekarz jest najlepszy w takiej lub innej przychodni. Zanim dziewczyny opuszczą przyjazne progi biblioteki, uda mi się jeszcze namówić kilka z nich na krótką rozmowę. Są to:
A.P. – Jak długo jesteście w Anglii?
Ania (T) - 3,5 roku.
Ania (N) - Niecały rok.
Ania (O) - 4 lata; na stałe mieszkam tu od roku.
Iza - 3,5 roku.
A.P. - Rodziłyście w Anglii?
Ania, Iza i Ania - Tak.
Ania (N) - Rodziłam w Polsce. Natalka miała roczek i miesiąc, kiedy przyjechałyśmy tutaj.
A.P. - Czego może brakować tutaj najbardziej polskim mamom?
Ania (T) - Dziadków!
Iza - Tak, zdecydowanie rodziny. Babci i dziadka.
A.P. - Czy żyjecie w rodzinach dwujęzycznych?
Jeśli tak, to czy jest to problemem przy wychowywaniu dziecka?
Ania (O) - Mój mąż jest Anglikiem i nie mówi po polsku. Dlatego staram się, żeby Ola jak najwięcej przebywała z polskimi dziećmi, a ja z mamami. To ważne dla podtrzymania polskości w rodzinie. Poza tym nie mamy żadnych problemów z porozumieniem się na gruncie etycznym, kulturalnym czy religijnym. Ważne też, że mój mąż mi ufa; wie, że będąc mamą umiem rozpoznać, co jest najlepsze dla naszego dziecka.
A.P. - Czy zastanawiałyście się już nad przedszkolami czy nawet szkołami dla Waszych dzieci, czy to zbyt odległa przyszłość?
Ania (O) - My postanowiliśmy z mężem ze dopóki Ola nie skończy 2 lat będą z nią w domu. Potem pewnie przedszkole.
Ania (T) - Szkoły to jeszcze odległy temat.
A.P. - Skąd wziął się pomysł „Igraszek”?
Ania (O) - Od 9 miesięcy chodzimy na muzyczne spotkania do angielskiej biblioteki. Ola miała 4 tygodnie gdy zabrałam ją tam pierwszy raz. Zauważyłam jak zaczęła otwierać oczy, reagować na muzykę. Mój mąż gra na pianinie, wiec po prostu jak tylko córcia usłyszy dźwięki, to od razu tam biegnie albo podpełza na czworakach, żeby tylko być jak najbliżej. Zauważyłam jak świetnie muzyka wpływa na jej rozwój, szczególnie śpiewanie piosenek z pokazywaniem. Ostatnio bardzo popularne jest „sign to baby”, czyli „miganie” do naszych malutkich dzieci. Świetnie wpływa to na rozwój mózgu dziecka. Ogólnie, ze wspólnego śpiewania są same korzyści.
A.P. - Czyli wpadłaś na pomysł, żeby zorganizować coś takiego dla Polek?
Ania - Tak, zależało mi, żeby spróbować.
A.P. - Dziewczyny, skąd dowiedziałyście się o „Igraszkach”?
Ania (T) - Ja dowiedziałam się od koleżanki, która wcześniej spotkała gdzieś Anię?
Iza - Ja przez Nasza Klasę.
Ania (N) - Ja też. No i w gazetach też były ogłoszenia.
A.P. - Zaraz…. Jak to przez Nasza Klasę? Znałyście się wcześniej ze szkoły?
Iza - Nie! (śmiech) Ania powysyłała informacje na forum o Dorset znajdujące się na Naszej Klasie... no i tak się rozeszło.
Ania (O) - Starałam się wysłać wiadomość do wszystkich mam, które się tam zarejestrowały. Część od razu zaczęła pojawiać się na naszych spotkania. Były też osoby, które odniosły się z dużą niechęcią do godziny naszych spotkań.
A.P. - Ale przecież to nie jest bardzo rano, poza tym większość mam nie pracuje…
Ania (T) - No pewnie, że czasami jest trudno się zebrać, ale dla nas nie stanowi problemu żeby przyjechać tu z Christchurch.
A.P. - Dojeżdżacie autobusem?
Ania (T) - Tak.
A.P. - A co jeszcze można robić w Bournemouth z dziećmi? Czy są jakieś miejsca, gdzie warto pójść?
Ania (O) - Basen.
Ania (T) - Plac zabaw blisko morza. Dla chodzących już dzieci to świetna sprawa – jest dużo piłeczek, w które można się „zanurzać”, są liny do wspinania... Zdaje się, że spotykają się tam raz w tygodniu polskie mamy. Mi trochę przeszkadzał tam hałas. Może być męczący po jakimś czasie.
Ania (O) - Wielki plac zabaw przy plaży w Southbourne, Children Boscombe Centre…
Iza Polskie mamy spotykają się tam w piątki o 10:00.
A.P. - Czy uważacie, ze Bournemouth jest miastem przyjaznym mamom z małymi dziećmi?
Ania (N) - Tak, na pewno!
Ania (O) - Tak. Jest też dużo wind w sklepach, można swobodnie wjechać z wózkiem na dowolne piętro, obniżone krawężniki…
Ania (T) - Mi brakuje tylko informacji o miejscach, gdzie można karmić piersią…
Iza - Są różne kafejki „przyjazne mamom”.
Ania (O) - Można sprawdzić gdzie się znajdują w gazetce ABC Dorset. Jest bezpłatna. Chyba nawet jest tu w bibliotece.
A.P. - Gdybyście miały krótko opisać czym jest macierzyństwo, jakie byłyby to słowa?
Ania (T) - Radość. Każdy dzień wygląda inaczej, nigdy nie wiemy czego się spodziewać. Ale wszystko, co się wydarza jest piękne! Warto spróbować! (śmiech wszystkich dziewczyn)
Ania (O) - Ciężka praca, ale olbrzymie korzyści. Samo patrzenie na dziecko jak wstaje, jak raczkuje... Takie śmieszne, prozaiczne sprawy mogą dać niewyobrażalną radość.
Ania (N) - Na początku jest bardzo ciężko, myśli się, jak sobie poradzimy z dzieckiem. A potem jest bardzo wesoło.
Iza - To ciężka praca, ale warto. To coś wspaniałego zostać mamą!
A.P. - Czego życzycie z okazji Dnia Matki innym mamom?
Ania (T) - Wytrwałości! (śmiech), wielkiej satysfakcji, zadowolenia…
Pozostałe Panie dołączają się do życzeń:
- Codziennych radości, zdrowia.. Przespanych nocy! No i… więcej dzieci!
Rozmawiała i fotografowała: Aleksandra Pachulska
|
|||||||||







Bycie mamą... Fantastyczna przygoda, spełnienie pragnienia serca większości kobiet, ciężka praca, ogromna radość i satysfakcja... Jednak macierzyństwa nie sposób definiować tylko wzniosłymi określeniami. To przede wszystkim codzienność, zmagania z prozaicznymi problemami, smutki i uśmiechy małego dziecka, dojrzałe szczęście dorosłej kobiety. Jak czują się w swojej roli polskie Mamy mieszkające w Anglii? Czy wspierają się wzajemnie, wymieniają doświadczeniami i próbują wspólnie odgadywać sekrety bycia mamą? Nie możemy zapytać o to wszystkich dziewczyn. Wiemy jednak jaka inicjatywa połączyła w Bournemouth sporą grupę Polek. Zapraszamy do przeczytania naszego reportażu.


