| Burza, strach i śmierć |
|
|
|
| Autor: Anna Klimaszewska | |
| 09.03.2008. | |
|
Wiele razy myślałeś, że gdybyś mógł cofnąć czas i coś zmienić w przeszłości, dziś wszystko byłoby w porządku. Byłbyś szczęśliwym człowiekiem, gdyby tylko ktoś umożliwił Ci podróż w czasie. Gdybyś tylko mógł… Na pustyni czas ma inny wymiar. Powoli mijają minuty i godziny. Wokół nie ma nic oprócz wszechogarniającej ciszy. Zaczynasz zdawać sobie sprawę ze swojego położenia. Zrzuciłeś wszystkie maski, odkryłeś prawdę o sobie, ale nic się nie zmieniło na lepsze. Targają Tobą sprzeczne uczucia, chcesz coś zmienić, ale nie masz już na to siły. Wiesz, że gdzieś tam jest Ktoś, kto kocha Cię bezwarunkowo i chce Ci pomóc, ale Ty nie potrafisz się do Niego zbliżyć, na Twojej drodze piętrzą się bariery - wydaje się - nie do pokonania. Wydaje Ci się, że skoro chodzisz do kościoła, regularnie przystępujesz do spowiedzi i Komunii oraz modlisz się to Bóg powinien Ci sprzyjać. Twoje życie powinno być nieustannym pasmem sukcesów. Tymczasem, dzieje się inaczej. Masz czasami wrażenie, że Bóg się na Ciebie uwziął. Nic Ci w życiu nie wychodzi. Wyjeżdżając z Polski wierzyłeś, że na obczyźnie z dala od polskich problemów będzie ok. Zapomnisz o wszystkim i ułożysz życie od nowa. Liczyłeś być może na to, że odległość zmniejszy ból rozstania, rozwodu, śmierci najbliższych. Tymczasem stoisz w miejscu, nic się nie zmienia. Z pozoru wszystko jest w porządku, wstajesz rano do pracy, twój dzień wygląda normalnie, czasami tylko ogarnia Cię nagły smutek i uczucie którego nie potrafisz nazwać. Czasami budzisz się w nocy zlany potem, ogarnia Cię lęk.
Nikt nie powiedział mi nigdy, że ból tak bardzo przypomina strach.
Nie boję się, ale uczucie jest takie, jak kiedy człowiek się boi.
To samo trzepotanie w żołądku, ten sam niepokój, ziewanie.
Ciągle przełykam
C.S Lewis. Strata jest doświadczeniem powszechnym. Do najbardziej bolesnych przeżyć należy strata bliskiej osoby z powodu śmierci, jednak nie każda strata jest tak trwała i oczywista jak śmierć. Czasami o wiele bardziej bolesnym przeżyciem jest rozstanie z ukochaną osobą, rozwód, czyli śmierć małżeństwa, a także niechciana emerytura, strata pracy, niedocenienie przez pracodawcę, niezaplanowana konieczność przeprowadzki mogą wywołać stan smutku równie bolesny jak ten, wywołany śmiercią. Nikt, kto żyje nie może uniknąć bólu . Ból jest nierozłączną cząstką człowieczeństwa. Trzeba jednak uświadomić sobie, że każdą stratę, każdy ból trzeba odpowiednio przeżyć, przepracować. Ucieczka tylko pogarsza sprawę. Nieprzeżyta żałoba, niewyrażony ból mogą prowadzić do depresji i poważnych zaburzeń somatycznych. Smutek i żal dotykają na wszystkich płaszczyznach życia. Fizycznie - środek klatki piersiowej ogrania ogień, jakby serce rzeczywiście pękało, pojawiają się zaburzenia oddychania, słabnie apetyt i ogrania zmęczenie. Stres związany z bólem i żalem osłabia system odpornościowy, organizm jest bardziej podatny na infekcje. Psychicznie – wydaje się, że udręka nie ma końca, spada poczucie własnej wartości, czasem pojawiają się myśli samobójcze. Na płaszczyźnie duchowej żal objawia się pytaniami – gdzie jest Bóg?, czy jest Bóg?, dlaczego na to pozwala? We współczesnym świecie, nie ma miejsca na żałobę i smutek. Mówienie o bólu jest oznaką słabości, a życie jest za krótkie, by cierpieć. Często padają frazesy – przecież wiesz, że tak jest lepiej, przynajmniej się nie męczył, i tak nie lubiłeś tej pracy, to w końcu drań, niezasługujący na Ciebie. Kultura zachodnia oferuje niewielkie wsparcie przeżywającym stratę. Rodzice, którzy stracili wyczekiwane dziecko przed narodzeniem mogą co najwyżej liczyć na taktowne milczenie lub pocieszenie w stylu: lepiej, że poroniłaś niż miałby być ‘downiak’. Tymczasem matka, która traci dziecko przed jego narodzeniem wraz jego odejściem traci też marzenia o pierwszym ‘mama’, pierwszych krokach, pierwszym dniu w szkole… często dziecko jest zbyt małe by mogła je zobaczyć, przytulić i właściwie pożegnać. Wszyscy dookoła mówią o nim ‘płód’, ‘zarodek’. Bardzo ważne jest by straconemu dziecku nadać imię, móc się z nim pożegnać i pochować. Ważne jest by, dziecko miało swoje miejsce nie tylko w sercu rodziców, ale też w społeczeństwie – choćby przez umieszczenie symbolicznej tabliczki z imieniem dziecka na rodzinnym grobie. Taki symboliczny gest pomaga osieroconym rodzicom uwierzyć, że to dziecko naprawdę istniało i istnieje nie tylko w ich świadomości. Kościół katolicki wierzy, że dzieci zmarłe przed narodzeniem osiągają zbawienie. Obecność rodziny i przyjaciół jest niezbędna we właściwym przeżywaniu żałoby. Ważne jest, aby otworzyć się przed najbliższymi i pozwolić sobie na płacz, smutek i ból. Czasami osoby współprzeżywające żałobę bardzo się ranią, bo nie potrafią rozmawiać o swoich uczuciach, nie chcą ranić innych, zwracać na siebie uwagi, uchodzić za człowieka słabego… Choć od rozstania minęło tyle czasu, nie możesz przestać myśleć o niej. Pamiętasz jej głos, śmiech, sposób w jaki poprawiała włosy. Jej odejście bardzo Cię zabolało, ale jeszcze bardziej boli, gdy twoi najbliżsi wyrażają się o niej z pogardą i zachęcają do ‘ułożenia sobie życia’… Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei. Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz? Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował! Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł? A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. J 11,1–45 Zanim uklękniesz przed kapłanem i wyznasz mu swoje grzechy, podejdź do tabernakulum. Bóg wybawia złamanych na duchu. W męce osierocenia i żalu możesz czuć się odsunięty od Boga, możesz być na Niego obrażony i zły. Możesz się z nim kłócić i nie zgadzać z Jego wolą. Możesz czuć się zbyt zmiażdżony, ogołocony, zbyt wyczerpany by robić coś więcej niż rozpaczliwie wołać o Jego litość. Możesz wątpić, czy On słyszy Twój szloch. Uwierz, że On Jest, On może Ci pomóc. On zwyciężył śmierć. On dał nadzieję na nowe życie. Zaufaj mu, już dziś. I nie udawaj, że wszystko jest ok. On też się bał i płakał. Ty też masz do tego prawo. |





